KOLONIŚCI KTPS W ODWIEDZINACH
U DUCHA GÓR - KARKONOSZA.

        Kórnickie Towarzystwo Pomocy Społecznej, które w tym roku obchodziło jubileusz 20-lecia istnienia już po raz kolejny podjęło się organizacji wypoczynku dla dzieci i młodzieży. Tym razem akcja "Lato 2010" została zorganizowana w dniach 25 lipca - 7 sierpnia na Wojkowie - dzielnicy miasteczka Kowary, leżącego w południowej części województwa dolnośląskiego w powiecie jeleniogórskim nad rzeką Jedlicą. Jest to górska miejscowość leżąca na pograniczu Karkonoszy, Rudaw Janowickich i Kotliny Jeleniogórskiej w Sudetach Zachodnich.
       "W życiu piękne są tylko chwile" - śpiewał niegdyś Ryszard Riedel, wokalista zespołu Dżem. O to, by tych chwil w ciągu dwóch tygodni koloniści przeżyli jak najwięcej miała zatroszczyć się kadra w składzie: kierownik - Irena Żyto, wychowawcy - Jolanta Ratajczak, Marta Kalisz oraz Piotr Jankowski, a także instruktor sportu - Karol Niemier.
        Mając wokół tak przepiękne tereny oraz wspaniałą pogodę, zamówioną u Ducha Gór - Karkonosza o bezustannym siedzeniu w ośrodku nie było mowy. Toteż od razu po przyjeździe, zjedzeniu pierwszego bardzo smacznego posiłku, zakwaterowaniu i podziale na grupy odbyliśmy pierwszy spacer po okolicy, podziwiając widoki, jakich nawet w tak urokliwej gminie jak Kórnik spotkać nigdy nie zdołamy.
        Następnego dnia udaliśmy się na pieszą wyprawę do centrum Kowar, gdzie zwiedziliśmy Starówkę, a także zdobyliśmy pierwsze wzniesienie na tej kolonii, tj. Kapliczne Wzgórze, gdzie usytuowano Kaplicę św. Anny. Tam też na moment przystanęliśmy, by w pełnej krasie podziwiać panoramę Kowar i Rudaw Janowickich, a także odpocząć od zgiełku otaczającego świata. Wieczorem z kolei koloniści wybrali swoich przedstawicieli, którzy weszli w skład Rady Kolonii, a byli wśród nich Asia, Julia i Karol. Rozstrzygnęliśmy też dwa pierwsze konkursy: "Na najzabawniejszą nazwę grupy" i "Na logo pokoju". W tym pierwszym zwyciężyły dziewczyny z grupy o nazwie "Crazy chickens & cow", w tym drugim bezkonkurencyjne były dziewczęta z pokoju nr 7.
        We wtorek udaliśmy się do Karpacza, gdzie zobaczyliśmy zbudowaną na przełomie XII i XIII w. w południowej Norwegii Świątynię Wang, a grupa kolonistów uczestniczyła w plenerowych zajęciach plastycznych pod kierunkiem malarki pani Teresy Radowicz. Bezpośrednio spod kościoła udaliśmy się do królestwa dzieci, tj. Muzeum Zabawek, a następnie mknąc z prędkością 30 km/h zjechaliśmy rynną letniego toru saneczkowego "Kolorowa".
        Środa była bodajże najbardziej wyczerpującym dniem w czasie całej kolonii. Oto bowiem pod przewodnictwem pana Damiana Sadowskiego maszerowaliśmy po górskich szlakach przez ładnych kilka godzin, zaliczając po drodze takie punkty jak: Janowice Wielkie, Zamek Bolczów, gdzie piękną legendę opowiedzieli nam Wiktor z Szymonem oraz gdzie odbył się kolejny plener malarski, Przełęcz Karpnicka, Schronisko "Szwajcarka", czy wreszcie Sokolik Wielki, skąd rozpościerał się cudowny widok, zapierający dech w piersiach. Kilku kolonistów, którzy zdobywali punkty na Górskie Odznaki Turystyczne podczas tej wędrówki naprawdę solidnie wzbogaciło swoje konto. Wielkie słowa uznania tego dnia należały się pani Teresie, która pomimo swojego zaawansowanego wieku i różnych kłopotów technicznych z obuwiem dzielnie pokonywała kolejne pagórki, ani przez chwilę nie narzekając, czego nie da się powiedzieć o wielu kolonistach...
        Kolejnego dnia wybraliśmy się na ścieżkę edukacyjną "Jedlinki", gdzie po drodze każdy kolonista miał za zadanie zapoznać się z wieloma tablicami informacyjnymi związanymi z lasem i tym, co się w nim znajduje. Po obiedzie zaś zwiedziliśmy starówkę w Jeleniej Górze.
        W piątek ponownie gościliśmy w Karpaczu. Tym razem naszym celem było Muzeum Sportu i Turystyki. Rzecz jasna nie mogliśmy w takiej sytuacji nie odwiedzić po raz kolejny letniego toru saneczkowego. W drugiej części dnia udaliśmy się do "Western City" w miejscowości Ściegny, gdzie spotkaliśmy się z kowbojami. Kolonistom zapewne na długo w pamięci utkwi pal męczarni, z którym próbowali się kilkukrotnie zmierzyć, jednak tylko dla Bartka, Piotrka i Klaudii pal był trochę bardziej łaskawy i pozwolił wspiąć się po sobie przynajmniej do połowy. Byliśmy też świadkami napadu na bank, który był sprawką bandy Morgana. Na szczęście na straży bezpieczeństwa czuwał dzielny szeryf, który napad udaremnił i dzięki któremu ani przez chwilę nie baliśmy się o własne życie, no może jedynie o nasze plecaki...
        Sobota była dla nas czasem regeneracji sił i wytchnienia przed kolejnymi atrakcjami. W niedzielę udaliśmy się do Jeleniej Góry, gdzie wzięliśmy udział we mszy świętej w Kościele Garnizonowym pw. Podwyższenia Krzyża Świętego. Przespacerowaliśmy się również po parku w Cieplicach, gdzie zwiedziliśmy Muzeum Przyrodnicze i wysłuchaliśmy ciekawych opowieści pszczelarza z Pasieki Karkonoskiej.
        Dwa kolejne dni upłynęły nam pod znakiem całodniowych wycieczek. W poniedziałek celem naszej podróży była Szklarska Poręba. Wędrówkę rozpoczęliśmy od Muzeum Ziemi i Minerałów, po czym udaliśmy się do Leśnej Huty Szkła, gdzie swoim zmysłem artystycznym wykazała się pani Marta. Wytopiła ona ze szkła własnymi rękami przepięknego kwiatka, za co została nagrodzona gromkimi brawami. Kolejnym punktem programu była wizyta w Starej Chacie Walońskiej, gdzie wszyscy koloniści, a także opiekunowie przeszli specjalny obrzęd waloński, czemu towarzyszyły salwy śmiechu. Mianowana na Walońską Wiedźmę Wiodącą pani Krysia nie była jednak bardzo surowa i wszyscy szczęśliwie przeszli każdą próbę. W nagrodę można było sobie usmażyć kiełbaskę na ognisku. Po napełnieniu żołądków udaliśmy się na spacer po Karkonoskim Parku Narodowym, gdzie podziwialiśmy jeden z najbardziej urokliwych zakątków w tych terenach, tj. Wodospad Szklarki - drugi co do wielkości wodospad w polskich Karkonoszach (13,5 m wysokości). Następnego dnia wyruszyliśmy do Wałbrzycha, gdzie podziwialiśmy trzeci co do wielkości w Polsce Zamek Książ. W jego licznych komnatach, jak również w otaczających zamek ogrodach, zobaczyliśmy niezapomniane widoki.
        W środę wizytowaliśmy kolejne okoliczne miasteczko, tj. Kamienną Górę. Tam podzieliliśmy się na dwie grupy. Część zwiedziła tamtejszą starówkę, a część pod okiem ratownika miała okazję wykazać się swoimi umiejętnościami pływackimi i przystąpić do egzaminu na kartę pływacką. Szczęśliwymi posiadaczami kart stało się 6 osób: dwie Julie, Kasia, Luiza, Wiktor oraz Mateusz. Wieczorem na terenie ośrodka zapłonęło ognisko.
        Tego dnia trzeba było się solidnie wyspać, bo nazajutrz czekała nas całodniowa wspinaczka na Śnieżkę - należący do Korony Gór Polskich, górujący nad Karpaczem najwyższy szczyt Karkonoszy i jednocześnie całych Sudetów oraz Republiki Czeskiej. Dokładnie o godzinie 10:37 rozpoczęliśmy marsz na szczyt magicznej góry. Po 3 godzinach, 32 minutach i 7 sekundach byliśmy na szczycie, 1602 m nad poziomem morza. Jako pierwsi wdrapali się tam Jakub, Piotrek, Wiktor i Julia, ale reszta nie pozostawała daleko w tyle. Jeszcze nie wszyscy ochłonęli po emocjach związanych ze zdobyciem wzniesienia, a już trzeba było pokonać swoje lęki i usiąść na siedzisku wyciągu krzesełkowego, by zjechać w dół.
        Przedostatniego dnia złożyliśmy wizytę w Leśnym Banku Genów w Kostrzycy. Odbył się także konkurs plastyczny pt. "Najciekawszy dzień na kolonii" i rozstrzygnięto konkurs czystości pokoi. Rozpoczęło się pakowanie bagaży, zaczęły kręcić się łzy w oczach...
        Dzięki tylu górskim wyprawom na zakończenie kolonii wszyscy uczestnicy zostali przyjęci w poczet Ludzi Gór, a mianowaniem podczas wieczorku pożegnalnego zajęła się sama pani organizator wyjazdu, tj. Krystyna Janicka, przewodnicząca KTPS. Osobne podziękowania zostały złożone na ręce pani Teresy Radowicz, która młodym malarzom udzielała cennych wskazówek i rad oraz przygotowała piękną wystawę złożoną z prac kolonistów, którą można było podziwiać w świetlicy. Duży aplauz zgotowano także kierowcy - panu Kaziowi, któremu podziękowano za bezpieczną jazdę.
        Nie tylko pieszymi wędrówkami koloniści jednak żyli. Oprócz licznych atrakcji turystycznych przez cały czas na kolonii toczyło się intensywne życie sportowe. W wolnych chwilach odbywały się zacięte mecze piłki nożnej i siatkówki. Mieliśmy także możność korzystania z niedawno otwartego placu zabaw. Każdego ranka przed śniadaniem grupka ambitnych kolonistów uczestniczyła w Porannej Lidze Biegowej Na Wesoło. Do najambitniejszych należeli: Asia, Szymon, Wiktor oraz Maciej. Zwyciężyła, bijąc rekord punktowy z zeszłorocznej kolonii Asia. Mistrzami kolonii w tenisie stołowym zostali Julia i Karol, w warcabach najlepsi okazali się Klaudia i Bartek, a w turnieju ringo zwyciężyli Klaudia i Jakub. Najsprawniejszymi uczestnikami kolonii, wyłonionymi w dwudniowym Wieloboju Sprawnościowym zostali Oliwia i Jakub. Najwszechstronniejszą sportsmenką została Asia, a najwszechstronniejszym sportowcem Karol, a do tej klasyfikacji zaliczały się wszystkie zawody sportowe, organizowane w trakcie całej kolonii. Najwięcej emocji towarzyszyło jednak Pierwszej Kolonijnej Lidze Rzutu Lotką Pamięci Marka Serwatkiewicza, wieloletniego członka KTPS. Podczas trwającej 10 dni rywalizacji 49 uczestników wykonało w sumie 4900 konkursowych rzutów, czym oddało cześć zmarłemu 4 czerwca br. twórcy Kórnickiej Ligi Rzutu Lotką. W poszczególnych kategoriach najlepsi byli: Asia wśród dziewcząt, Maciej wśród chłopców, pani Malwina wśród kobiet. Natomiast w rywalizacji mężczyzn, jak i w klasyfikacji generalnej różnicą 1 pkt zwyciężył pan Kazimierz Kmieć, czyli cieszący się ogromną sympatią pan kierowca, który odebrał puchar ufundowany przez żonę zmarłego. Najlepsi sportowcy zostali nagrodzeni pucharami, statuetkami, medalami, dyplomami oraz drobnymi upominkami.
        Niezwykle dużą popularnością cieszyły się pląsy i zabawy ze śpiewem, których animatorką była niezawodna Asia. W trakcie kilku wieczorów hol w ośrodku za sprawą DJ-a, tj. pana Piotra zamieniał się w salę dyskotekową. Jak co roku nie brakowało też karaoke. W drugim tygodniu pojawiły się również zajęcia psychoterapeutyczne nt. uzależnień od komputera i Internetu, które z wykorzystaniem kolorów prowadziła psycholog - pani Małgorzata Smolarkiewicz-Maliszewska.
        Nawet się nie obejrzeliśmy, a kolonia dobiegła końca. Gdy wstaliśmy w sobotę rano, tj. w dzień odjazdu, niebo z żalu, że opuszczamy Kowary zaczęło płakać. Nie mieliśmy jednak wyboru. Wsiedliśmy do autokaru i pomknęliśmy do domu, po drodze zatrzymując się jeszcze na moment w Polkowicach, by skorzystać z kąpieli wodnych, już niekoniecznie tych z nieba. Niestety wszystko co piękne musi się kiedyś skończyć. Na szczęście pozostaną nowo zawarte znajomości, zdjęcia, "Kolonijny Pamiętnik", w którym każdy uczestnik notował wszystko to co robił, a także wspomnienia, których nikt nikomu odebrać nie może.

Do zobaczenia za rok!

Wakacje pełne przygód mogliśmy spędzić dzięki ofiarności wielu ludzi dobrej woli oraz dofinansowaniu Urzędu Miejskiego i Fundacji Zakłady Kórnickie, którym to bardzo serdecznie DZIĘKUJEMY!

Karol Niemier